piątek, 22 września 2017

Latte z miodem i cynamonem zabije przeziębienie

Cześć :) Zaczęła się jesień. Zamiast kolorowych liści mamy chlupę i sezon przeziębień. Piszę tego posta siedząc w domu z gorączką. Humor poprawiła mi kawa, która wyciągnie Was z każdego przeziębienia i do tego jest pyszna! Oto latte z miodem i cynamonem. Te dwa dodatki poprawią funkcjonowanie układu oddechowego, polepszą Waszą odporność i złagodzą ból gardła. Same korzyści, prawda? No to zabieramy się do pracy!



Potrzebujemy:
- trzech szklanek (przynajmniej jedna powinna być wysoka)
- kawy rozpuszczalnej
- miodu
- cynamonu
- cukru
- mleka
- spieniacza do mleka

Potrzebujemy płynnego miodu, taki lepiej połączy się z kawą. Jeśli ten, który mamy jest twardy jak kamień to możemy odrobinę jego podgrzać np. w mikrofali. Podgrzewany także nasze mleko. Potem do szklanki z miodem (ta, w której będziemy serwować napój) sypiemy odrobinę cynamonu.



A do ciepłego mleka dodajemy płaską łyżeczkę cukru (to ułatwi spienianie). Mleko spieniamy delikatnymi kolistymi ruchami, a także w górę i w dół. Idealna piana to taka, na której nie ma bąbelków. Trening czyni mistrza i wkrótce sami odnajdziecie idealny czas wykonywania tej czynności.



W oddzielnym naczyniu robimy małą kawę. Ja używam dwóch łyżeczek kawy rozpuszczalnej. W zależności od tego czy lubicie słodkie napoje słodzicie kawę lub nie. Ja to robię ;)



Teraz pozostaje nic innego jak tylko połączyć składniki. Do szklanki z miodem wlewamy kawę i powoli wykańczamy mleczną pianą. Całość dla dekoracji pruszymy cynamonem i gotowe! Jeśli wolicie małe kawy to możecie ją zrobić w filiżance i wtedy magicznie zmieni nazwę na cappuccino z miodem i cynamonem. Ja jednak jestem zwolenniczką dużych kaw, szczególnie w chłodne dni - więcej ciepełka.



Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłych jesiennych dni, żebyście mimo szarej pogody nie stracili motywacji do działania!

poniedziałek, 18 września 2017

Wszyscy jesteśmy popękani...

„Wszyscy jesteśmy popękani. Każde z nas zaczyna życie jako wodoszczelny okręt. Ale potem przydarzają się nam różne rzeczy - ludzie nas opuszczają albo nas nie kochają, albo nas nie rozumieją, albo my nie rozumiemy ich, więc tracimy, przegrywamy i ranimy się wzajemnie. I okręt zaczyna miejscami pękać. No a kiedy okręt pęka, koniec jest nieunikniony. (…) Jednak zanim pęknięcia zaczną się otwierać i ostatecznie się rozpadniemy, mija wiele czasu. I to właśnie w tym czasie możemy się nawzajem zobaczyć, bo wtedy wyzieramy zza naszych szczelin i zaglądamy przez szczeliny innych do ich wnętrza. Kiedy zobaczyliśmy swoje prawdziwe oblicza? Dopiero kiedy zajrzałeś w moje szczeliny, a ja zajrzałam w twoje. Wcześniej patrzyliśmy zaledwie na wzajemne o sobie wyobrażenia, jakbyśmy patrzyli na roletę w oknie, ale nigdy nie zaglądali do środka. Lecz jak tylko okręt zaczyna pękać, do środka może dostać się światło. Światło może się wydostać na zewnątrz.” 




Lubicie Johna Greena?  A może uważacie, że jego książki to zwykłe młodzieżówki, które zostały do przesady wypromowanie, a tak naprawdę nie zawierają głębszych treści? Moje zdanie na temat jego książek zmieniało się na przestrzeni lat. Nieraz uważałam je za ważne i dorosłe, a nieraz za proste i dziecinne, ale jedna, rzecz była niezmienna - cytaty. Autor sprytnie potrafi wcisnąć życiowe mądrości do nawet najprostszej powieści i właśnie za to go cenię. Słowa, które zamieściłam na początku posta pochodzą z „papierowych miast". Nie ukrywam, że podobała mi się ta książka, ale nie miała w sobie nic, co by powalało na kolana. Jednak raz na jakiś czas pojawią się zdania, które od razu rzucają się w oczy. Są jakby za mądre jak na nieskomplikowaną fabułę. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja od razu wyłapuję takie rzeczy i zaznaczam, bo mogą się potem przydać jako życiowa inspiracja. Lubię, gdy z książki wystaje dużo kolorowych karteczek, to czyni ją moją. 

Nie przedłużając, przeczytajmy te słowa jeszcze raz i spróbujmy dopasować je do naszego życia. Czyż nie jest tak, że człowiek rodzi się niczym czysta karta (tabula rasa), a potem środowisko go kształtuje? Każdy bez wyjątku niesie jakiś bagaż życiowych doświadczeń, które go zmieniły, doprowadziły do tego miejsca, w jakim jest teraz. Nie żyjemy w laboratorium, nikt z nas nie ma sterylnie czystej psychiki. Kilka razy upadaliśmy, by potem się podnieść. Mimo, że wiele chwil możemy zaliczyć już do przeszłości to jednak zostawiły one na nas jakiś ślad. Wszystkie te pęknięcia bez względu na to czy duże czy małe wpływają na naszą osobowość i przyszłe decyzje. 

Często użalamy się nad sobą, bo wiele przeszliśmy, bo nikt nie potrafi nas zrozumieć. A przecież koleżanka czy sąsiadka ma lepiej, dobrze ustawione życie, żadnych stresów. Musimy postawić sobie dwa pytania: jak długo ją znamy i na ile ją znamy?  Wcale nie ma obowiązku mówić nam o swoich smutkach czy wydarzeniach z przeszłości. Nie musi się zwierzać czy udowadniać, że też wymaga zrozumienia. Bez względu na to, ile wiemy o danej osobie, potraktujmy ją jak siebie, jak człowieka z troskami, zmartwieniami, rysami na przeszłości. To właśnie ludzkie traktowanie pomaga zbliżyć się do kogoś, zrozumieć i być zrozumianym. 

Może zamiast roztrząsać to, co wydarzyło się w przeszłości i nie możemy tego już zmienić lub analizować każde przykre słowo skierowane w naszą stronę pomyślmy, że to tylko trud codziennego życia. Dotyczy on wszystkich i choćbyśmy nie wiem jak się starali to tego nie unikniemy. Cierpienie nie jest naszą winą ani winą innych ludzi. Ranimy i jesteśmy ranieni. Zamiast tworzyć głębsze refleksje potraktujmy to po prostu jako element człowieczeństwa, podnieśmy głowę i idźmy przed siebie dumni z naszego nieidealnego życia. Cieszmy się, że je mamy i nie zapominajmy, że nie jesteśmy panami tego świata. Nie mamy prawa oceniać innych według ich czynów i tego, co przeszli, bo tak naprawdę nigdy nie wejdziemy w ich skórę, bo każda historia, choć nieraz podobna może być czymś zupełnie innym. 

Bądźmy okrętami świadomymi swoich pęknięć. Uczymy się na błędach, ale i nie bądźmy egoistami. Dostrzegajmy rysy innych statków, wpatrujmy się w nie, aż zobaczymy w nich prostą, pozbawioną warstwy ochronnej osobę taką jak my. Zaglądając nawzajem w swoje szczeliny widzimy światło, które jest nadzieją na przyjaźń, związek czy po prostu odrobinę ludzkiego zrozumienia. W bólu i cierpieniu zastanówmy się czy musimy przechodzić przez to sami? A może kiedyś na naszej drodze pojawi się osoba, która wypełni wszystkie te życiowe pęknięcia i nada każdemu dniu nowych barw. 

wtorek, 12 września 2017

Frappe - na przekór pogodzie

Choć w kalendarzu już wrzesień, a na dworze chłodek,  to nie oznacza definitywnego końca ciepłych dni. Nie wiem, jak Wy, ale ja tak na przekór jeszcze mam nadzieję na słonko.  A na taką pogodę najlepsza jest kawa mrożona i to nie byle jaka, a grecka frappe. Genialna w swojej prostocie. Jedna z kaw, które piję najczęściej, królowa lata.



Potrzebujemy:
- kawy rozpuszczalnej
- mleka krowiego lub roślinnego
- cukru
- kostek lodu (opcjonalnie)
- gorącej wody
- wysokiej szklanki
- spieniacza do mleka lub słoika

Szklankę wkładamy na 3-5 minut do zamrażarki. Jeśli mamy kostki lodu pomijamy ten krok.


Dwie łyżeczki kawy i dwie łyżeczki cukru zalewamy odrobiną wody, tak by jedynie zakryła składniki.


 W tym napoju główną rolę odgrywa spieniona kawa. Możemy ją zrobić na dwa sposoby. Przy pomocy spieniacza do mleka lub słoika, który dzięki energicznemu wstrząsasaniu zmieni kawę w pianę.




Prawdziwa frappe musi być zimna, więc na dno wysokiej szklanki dajemy kilka kostek lodu i zalewamy powstałą pianką. Jeśli wcześniej włożyliśmy szklankę do zamrażarki to możemy pominąć ten krok. Na sam koniec kawową piankę uzupełniamy zimnym mlekiem.


Smacznego 😀 Jeśli pogoda się nie zmieni nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić gorącą frappe. Eksperymentujcie z dodatkami, bądźcie kreatywni, a być może odkryjecie smak, w którym się będzie można zakochać.


A jaki jest Wasz ulubiony napój na upalne dni? Wolicie kawy mrożone czy tradycyjne gorące?

piątek, 8 września 2017

Witajcie

Zapraszam serdecznie do mojego świata, który pachnie kawą. Miejsca, którego każdy centymetr przepełniony jest psią sierścią, a po kątach walają się stosy książek. Chcę dzielić się z Wami swoimi pasjami i wszystkim, co mnie inspiruje. Znajdziecie tu subiektywne recenzje (wierzycie w to, że recenzja może być prawdziwie obiektywna?). Pojawi się i rękodzieło, które jest jednym z moich zainteresowań. Zapraszam do skupiska prostych przepisów i potoku nieprzemyślanych słów. Będzie mi miło jeśli zechcecie być częścią tego zwariowanego kawałka Ziemi, mojego kawałka Ziemi 😘